sobota, 12 września 2015

Malaga



Byliśmy tak padnięci, że nie ma zdjeć, nie było siły aby wyciągnąć iPhona z torby. Ritka super zniosła podróż. Potem wesoło wygladała jak już zaczęliśmy oddychać nowym powietrze. 
Pierwsze spostrzeżenia:
Żyjemy we więzieniu. Jak zjeżdżaliśmy windą do metra poczułam w jakim więzieniu żyjemy, prosząc o jeszcze jedną nitkę metra, walcząc o pendolino, albo oglądając ochraniacze na szpilki Joanny Erbel, których używa podczas jazdy na rowerze w deszczu. To wszystko jest takie spięte i mam nadzieje, że wyparuje nam z głowy podczas tego krótkiego wyjazdu. deszczu. 
Tak, po wylądowaniu jechaliśmy metrem C1, wózek służy nam jako taczka do pchania dobytku... O jeden plecak za dużo!!! To jest już pewne. Od jutra weźmiemy auto wiec luz, ale nie wiem co my tam przewozimy... w końcu nie konserwy. Ale ten wyjazd jest na łapu capu bez głowy osiągany i pierwszy raz z Ritką wiec wybaczamy sobie :) 
Apartament jest w centrum, pod bramą czekał na nas w aucie jakiś starszy pan, ktory zaczął mahac a potem tłumaczył nam po hiszpańsku jak wcisnąć guzik 3b na domofonie i dalej trafić. Wspaniałe. Od razu sie poczułam dobrze. U góry była chyba wnuczka, dała nam klucze i po pobycie mamy wrzucić kluczyk do skrzynki. Chcieliśmy iść cos zjeść ale nie mieliśmy siły. Ritka sie bardzo uaktywniłam, ona sile odzyskała :) zrobiliśmy jej inhalacje tym nibyhudonozorem, napilismy sie soku z mango i nie wiem co było dalej. 
Powietrze bardzo ładnie pachnie i papugi śpiewają, skrzekają. Ludzie bawią sie na ulicach.  Czuje że bedzie nam tu sie tu bardzo podobało.
Dobra. Dwa zdjecia. Rituś dziecko beduinów śpi w namiociku. I nasza uliczka. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz